"Sen o Dolinie" to w rzeczywistości polski cover przeboju Billa Withersa - "Ain't No Sunshine". Dzięki tej piosence zespół zyskał ogólnokrajową popularność, stawiając pierwsze kroki w stronę wielkiej kariery. Na początku 1974 roku Suflerzy byli jeszcze mało doświadczonym zespołem, prezentującym się głównie w oparciu o covery zagranicznych utworów. Budka od samego początku zdawała sobie sprawę, że kopiowanie piosenek innych zespołów nie jest głównym celem ich istnienia. Mimo że ogólnokrajowy debiut był w zasięgu ręki, brakowało odwagi do jego podjęcia. Wtedy na scenę wszedł przyjaciel zespołu - Jurek Janiszewski, który zaproponował Budce pewien oryginalny pomysł.
Byliśmy strasznymi tchórzami w sprawie własnej twórczości. Mieliśmy już napisane utwory, które później zostały nagrane i sygnowane naszymi nazwiskami. Ale kwestia debiutu wszystkich odstraszała. Nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za to, co nagrać, bo jeśli się nie uda, to ta osoba będzie winna. I w efekcie sytuację wykorzystał nasz przyjaciel, dziennikarz muzyczny lubelskiego radia Jurek Janiszewski. Zaproponował, że wyszuka obiecujący utwór ze światowego repertuaru, który stylistycznie będzie pasował do charakteru zespołu. Nie powinien być jednak zbyt znany, a liczyło się tylko to, jak słuchacze przyjmą ofertę grupy. Wybrał nagranie Billa Withersa "Ain't No Sunshine".
Romuald Lipko
Byliśmy wówczas o krok od rozwiązania zespołu. Bo graliśmy co prawda coraz lepiej, ale pieniądze z tego były żadne. Ot, jakiś symboliczne grosze za występ w klubach. Na dodatek wszyscy pochodziliśmy z mało zasobnych domów, więc na wsparcie rodziny nie mogliśmy za bardzo liczyć. Powoli traciliśmy wiarę w sens tego całego przedsięwzięcia. Ja myślałem, żeby wrócić na studia prawnicze, koledzy też mieli swoje plany.
Krzysztof Cugowski
Na dzień nagrań wybrano 2 lutego 1974. Sesja odbywała się w studiu Radia Lublin, które dysponowało archaicznym, jednośladowym magnetofonem. To bardzo komplikowało sprawę, bo nie dało się zarejestrować w miarę czysto i równo wielu odrębnych ścieżek jednocześnie. Oprócz klasycznych instrumentów rockowych, w studio znajdował się również dziewczęcy chór (ochrzczony mianem "Suflerek") oraz rozbudowana sekcja instrumentów smyczkowych. Nic dziwnego, że sesja, która zaczęła się wieczorem trwałą aż do siódmej rano. W tym czasie pod okiem realizatora Marka Chołdzyńskiego zespół zarejestrował 20 wersji utworu.
Przy takiej metodzie nagrywania pomyłki i niedociągnięcia były nieuniknione. Ta sesja dobrze ilustruje, w jak trudnych, wręcz spartańskich warunkach musieliśmy wówczas działać. Gdy robiłem aranż, odkryłem coś, co stanie się dla nas, na tamtym etapie twórczości, charakterystyczne: "jeżdżące", dysonansowe glissanda smyków.
Romuald Lipko
Sam fakt nagrania utworu nie gwarantował jeszcze sukcesu w eterze. W tej kwestii ponownie kluczową rolę odegrał Jurek Janiszewski, który wykazał się umiejętnościami marketingowymi, skutecznie promując utwór w różnych rozgłośniach radiowych.
Długo zwlekałem z wysłaniem taśmy do Warszawy. Ostatecznie zdecydowałem się to zrobić na początku marca. W kilka dni potem "Trójka" przedstawiła swoim słuchaczom "Sen o dolinie", który przez następne miesiące był najczęściej odtwarzanym utworem we wszystkich programach radiowych.
Jurek Janiszewski
Autorem słów jest Adam Sikorski, który w latach 70. pracował w lubelskim radiu. Jednocześnie był płodnym poetą, należącym do grupy literackiej "Samsara". Inicjatorem jego przygody z Budką Suflera, był nie kto inny jak Jurek Janiszewski, który poprosił wówczas 26-latka aby spróbował swoich sił w pisaniu tekstów piosenek.
Siedziałem w radiowym barku, kiedy dopadł mnie Jurek Janiszewski. Powiedział: "Mam dla Ciebie zadanie. Trzeba przepisać na polski przebój Withersa, wiesz dla chłopaków z Budki Suflera. Ale rozumiesz, fachowo. Tak żeby się wszystko w sylabach zgadzało. I nikt nie mówi o tłumaczeniu, masz napisać nowy tekst"
Adam Sikorski
Warstwa liryczna Sikorskiego sprawiła, że z pogodnej piosenki, którą w USA śpiewało się na weselach, zrobił się przygnębiający, postromantyczny poemat, który przenosi nas w pewien obszar beznadziei, na którą remedium stanowi ucieczka od rzeczywistości. Taki zabieg, jednak nie przeszkadzał Polakom i piosenka z miejsca stała się hitem, a sam Sikorski stał się z dnia na dzień nadwornym poetą zespołu.
Dolina miała symbolizować pewne miejsce, którego poszukuje każdy młody człowiek. Przede wszystkim w obszarze mentalnym, co nie oznacza, że ów azyl nie mógłby być konkretnym miejsce, tu i teraz. I choć ostatnią rzeczą, o jakiej myślałem była ucieczka w halucynogeny, to Janusz Weroniczak z redakcji literackiej Radia Lublin skomentował ten tekst jednoznacznie: Czystej wody narkomania!
Adam Sikorski
- Jarosław Sawic- Budka Suflera- memu miastu na do widzenia.